Szpital Św. Jana

Podczas jednej z mych genealogicznych wędrówek, natrafiłem na imię niejakiego Wawrzyńca Pierzchalskiego. Chcąc dowiedzieć się kim był ów starszy jegomość, napotkałem się na wzmianki na temat istniejącego jeszcze na w połowie XIX wieku szpitala przy Kościele Św. Jana Chrzciciela we Włocłaku. Zapraszam was do zwiedzenia ze mną tego szpitala i wspólnego rozwikłani zagadki – co właśnie kryło się wtedy pod pojęciem szpitala i czym trudnił się szpitalny dziad?


Ubóstwo XIX-wiecznego Londynu na rysunku z epoki. Nie inaczej wyglądało to wówczas we Włocławku. Rycina za portalem „The Sun”.

Spotkanie z Wawrzyńcem Pierzchalskim
Gdy spotkałem się z Wawrzyńcem Pierzchalskim, była wówczas I połowa XIX wieku. Gwoli ścisłości był to 1840 rok. Wyszedłem z ulicy Brzeskiej poprzez tętniącą życiem i dorabiającą się handlem Tumską (nie tak dawno: Napoleońską) skierowałem się na Rynek. Stary Rynek. Stojąc na trotuarze, obejrzałem się na wysokie, dębowo-zielone Wzgórze Szpetalskie, u którego podnóża rozpościera się szeroki na kilometr błękitny dywan – rzeka Wisła. Nad rynkiem dominowała dworkowa sylwetka Ratusza, który zaczyna jednak straszyć sypiącą się cegłą. Ratusz stoi na tle dwóch dużych, eleganckich kamienic czynszowych. Na narożnym balkonie budynku po prawej stoi pewien jegomość ubrany w długi, czarny surdut i cylinder. Chwytając się za poły surdutu, teatralnym gestem wdycha nasze swojskie, kujawskie powietrze. Przybył tu w gości, zatrzymując się w cieszącym się dobrą renomą Hotelu „Trzy Korony”. Pobyt w tym przybytku świadczy też o jego wysokim statusie społecznym – z pewnością jest osobą zamożną.

Widok na Wzgórze Szpetalskie i Ratusz na Starym Rynku. Rycina z 1868 roku.
Widok na Wzgórze Szpetalskie i Ratusz na Starym Rynku. Rycina z 1868 roku opublikowana w tygodniku „Kłosy”.

Zaginiona pierzeja Starego Rynku we Włocławku oraz barokowe siostrzyczki w 1929 roku.
Zaginiona pierzeja Starego Rynku we Włocławku oraz barokowe siostrzyczki w 1929 roku. Zdjęcie z Muzeum Historii Włocławka.

Zejdę w dół ulicą Świętojańską, przechodząc obok hotelu i niskich siostrzyczek – barokowych kamienic. Za pierzeją widzę już prawdawną i tajemniczą sylwetkę Fary – Kośćioła Św. Jana Chrzciciela. Jak zawsze, szczególny zachwyt budzi u mnie rozłożysta kopuła z brązu. Sylwetkę tę okala drewniany parkan, nad którym czuwa wysoki, drewniany Krzyż. Ma on za zadanie nie tylko chronić sam Kościół i dyktować jaki obszar należy do parafii, ale też dawać poczucie spokoju pochowanym tu zmarłym. Pozwolimy sobie przejść przez bramę, zmawiając po drodze modlitwę nad monumentalnymi nagrobkami z cokolwiek murszejącego kamienia. W grobach tych chowane są całe pokolenia znanych Włocławskich rodzin. Przy okazji warto zwrócić uwagę na elegancką, zawsze przyozdobiona kwieciem neogotycką kapliczkę na skos od wejścia Kościoła.

Budynek, który nas interesuje, stoi prostopadle do kruchty Kościoła, ale już w gęstym ogrodzie za parkanem, czyli znowu musimy przejść przez bramę. Jest to niska, ale szeroka chata zbudowana z drewnianych bali, z dachem pokrytym kosztowną dachówką, przypominająca nie co wiejskie gospodarstwo. Liczy sobie cztery pojemne izby. Z pewnością od chaty wyróżniają ją szerokie okna zbudowane przez miejskiego cieślę. Duże nasłonecznienie służy bowiem dobremu samopoczucie pensjonariuszom. Tu mieści się Szpital parafialny Św. Jana Chrzciciela we Włocławku. Tu też witamy się z sędziwym staruszkiem panem Wawrzyńcem.


Kościół Św. Jana Chrzciciela we Włocławku na przełomie XIX i XX wieku. Na zdjęciu widać m.in. figurę Św. Wawrzyńca i Kaplicę Najświętszej Maryi Panny oraz okalający Świątynię kamienny mur. Opisany przeze mnie drewniany parkan został nim bowiem zastąpiony w drugiej połowie XIX wieku. A w tle widać budynek, do którego tu przyszliśmy – dawny Szpital Św. Jana. Zdjęcie za poratlem „wuja.republika.pl”.

Kim był Wawrzyniec Pierzchalski?
Jak wspominałem na początku, przyszliśmy tutaj, żeby spotkać się z Wawrzyńcem Pierzchalskim. Osoba ta, wszak w ogóle ze mną niespokrewniona, nierzadko występuje jako świadek przy chrzcie mych odległych przodków i ich rodzeństwa. Zdarza się nawet, że zgodzi się być ojcem chrzestnym. Kim zatem był ten Pan, który zaskarbił sobie na tyle duże zaufanie mego przodka?

Jak wspominałem na początku, przyszliśmy tutaj, żeby spotkać się z Wawrzyńcem Pierzchalskim. Osoba ta, wszak w ogóle ze mną niespokrewniona, nierzadko występuje jako świadek przy chrzcie mych odległych przodków i ich rodzeństwa. Zdarza się nawet, że zgodzi się być ojcem chrzestnym. Kim zatem był ten Pan, który zaskarbił sobie na tyle duże zaufanie mego przodka?

Pan Wawrzyniec Pierzchalski urodził się 7 września 1754 roku w Strzelnie. Metryki przodków zatem nie kłamią, w 1840 roku w istocie jest już postacią dosyć wiekową. Jest żonaty z dużo młodszą od siebie Rozalią z Wąsowskich (rocznik 1798). Z ogólno dostepnej w internecie Księgi Ludności Stałej z lat 1843-1850, będącej częścią Akt Miasta Włocławka (stanowiących zasób naszego miejskiego archiwum) możemy dowiedzieć się, że pan Pierzchalski wraz z żoną mieszkał w drewnianym domu o numerze hipotecznym nr 83. Adnotacja podaje, że jest to „szpethal”. Przybytek ten jest dosyć tłoczny, w owym czasie mieszka w nim 28 osób, a przecież nie jest to znowu takie wielkie gospodarstwo. Staruszek mieszka tu wraz z żoną, panią Rozalią. W rubryce „Professya, Rzemiosło lub jakikolwiek sposób do życia” możemy przeczytać, że trudni się on jako… dziad!? Następująca po tej księga meldunkowa z lat 1851-1864 precyzuje, że był on dziadem szpitalnym. O co w tym wszystkim chodzi?


Skan z Księgi Meldunkowej Włocławka z lat 1851-1864. Dotyczy on drewnianego budynku nr 83, czyli szpitala farnego. Widnieje tu też informacja o mieszkającym tu Wawrzyńcu Pierzchalskim z małżonką, szpitalnym dziadzie.

Struktura społeczna Włocławka w I połowie XIX wieku
Żeby zrozumieć w jaki sposób pan Pierzchalski dostał się do owego szpitala, musimy zastanowić się przez chwilę nad strukturą społeczną Włocławka w 1840 roku. Zasiadźmyzatem w tym celu na drewnianej ławce przed szpitalem.

Nasze miasto stoi u progu swojego wielkiego renesansu. A są jeszcze tacy, jak chociażby pan Wawrzyniec, co pamiętają o tym, jak ubogi był Włocławek i to jeszcze nie tak dawno temu. Po niemal zupełnym zrównaniu z ziemią w XVII wieku oraz wojnach i epidemiach XVIII wieku, miasto było niemal całkiem wyludnione. Nieliczni pozostali mieszkańcy żyli z dnia na dzień, uprawiając rolę lub rybołówstwo, ewentualnie rzemiosło na skalę własnych potrzeb. Dobrze żyło się tu klerowi, bo i biskupstwo było wielkie i bogate. Od 1818 roku obejmowało ono wszak samą Częstochowę. Na pewno więc było tu też jakieś życie intelektualne. Po za tym kler zatrudnia niemałą liczbę Włocławian, chociażby przy młynie na Słodowie.

Ożywienie przyszło wraz z rozwojem przemysłu. Ze względu na nasze nadwiślańskie położenie, a także może i strategiczną bliskość ważnych miast, nasi nowi, pruscy zarządcy uznali Włocławek za dobre miejsce do inwestycji. Stosunkowo wcześnie pojawiają się u nas fabryki. Pionierem jest tu Bogumił Ferdynand Bohm ze swoją fabryką cykorii, założoną już w 1816 roku – pierwszą taką fabryką na ziemiach polskich.


Zakładając we Włocławku fabrykę cykorii, Ferdynan Bohm uruchomił lawinę, która na zawsze zmieniła oblicze miasta.

Rozwój przemysłu pociąga za sobą rozkwit kolejnych sektorów gospodarki. Osiedlają się u nas nowi mieszkańcy, budując nową klasę społeczną – proletariat. Murarze i cieśle budują im domy. Większa liczba mieszkańców powoduje zwiększenie zapotrzebowania na pracę w sektorze usługowym, stąd Włocławek staje się też ważnym punktem na mapie polskiego rzemiosła. Rzemieślnicy przybywają tu w ślad za robotnikami. Wreszcie osiedlają się u nas kupcy, nade wszystko handlarze zbożem. W krajobraz miasta wmalowują oni wysokie, drewniane i murowane spichrze na zboże o małych okienkach.

Włocławianie się bogacą, ale w tym tętniącym życiem mieście nie ma już miejsca dla ludzi starych i schorowanych, którzy nie nadążają nad nowoczesnym trybem życia. Pewnie Ci starzy ludzie też nie do końca rozumieją zmiany, jakie zachodzą w ich mieście. W latach ich młodości była to cicha, żyjącą zgodnie z rytmem natury mieścina. Magistrat miasta musi borykać się z masą problemów, zawiezioną tu przez napływającą ludność. Brakuje właściwie wszystkiego. Nie starczyło dla wszystkich pracy, nie starczy dla każdego mieszkania. Nie znano jeszcze wówczas zasiłków. Kto pierwszy do pracy ten lepszy, kto się nie załapie nawet na taczkę przy przewożeniu zboża ze spichrza do fabryki – niech radzi sobie sam. Mało tego, z powodu niskiej kultury higieny w tym przeludnionym mieście rozwijają się choroby. A wiele wskazuje na to, że miasto nie grzeszyło schludnością. Chociażby pan Zdzisław Arentowicz opisuje, że w owym czasie, miasto dosłownie spływało… fekaliami, wylewającymi się z rynsztoków na trotuary. Myślę, że widok cuchnącego, pokrytego strupami i gęstą, siwą brodą starca w podartych łachmanach był na ulicach Włocławka po prostu codziennością.

Nikt nie chciał być na miejscu tego starego żebraka. Starsi, o ile były to osoby prawe i nieszkodliwe, mogły znaleźć schronienie w szpitalu farnym. Pan Wawrzyniec Pierzchalski z pewnością taką osobą był, to też i on został rezydentem takiego szpitala. Warto przy tym podkreślić jedną rzecz. Owszem, były to osoby starsze, ale niekoniecznie osamotnione. Tak jak i dzisiaj, również w XIX wieku zdarzało się, że syn opiekujący się zniedołężniałym ojcem zmuszonym był oddać go pod opiekę parafii, gdyż jemu na własną żonę i dzieci ledwie wystarczyło z tego dziennego wyrobku. Może nawet szczególnie ci ludzie mogli pozwolić sobie na to, by znaleźć swój kąt w szpitalu Św. Jana. Za nich przynajmniej mógł ktoś poręczyć. Wawrzyniec Pierzchalski również miał przynajmniej jednego syna imieniem Franciszek (rocznik 1813), mieszkającego we Włocławku.


Franciszek Pierzchalski z żoną widnieje w Księdze Ludności Stałej z lat 1843-1850. Dowiadujemy się z niej, że trudnił się jako wyrobnik. A wyrobnicy ani wtedy ani nigdy później nie należeli do ludzi majętnych.

Drugie znaczenie słowa szpital
Już z mojej dotychczasowej wypowiedzi można wyczytać sekret, że w ówczesnym języku pojęcie szpitala było bliższe dzisiejszemu przytułkowi. Jak się nad tym chwilę zastanowić, to obie te insytucje mają z resztą wiele wspólnego. W obu miejsce znajdą osoby chore, w jakiś sposób niezdolne do uczestniczenia w społeczeństwie. Tyle ze w ówczesnym pojęciu kryterium będzie tu raczej podeszły wiek niż wymagająca hospitalizacji choroba, a rezydent szpitala z założenia spędzi w nim wszystkie pozostałe mu lata życia, bo i nie wyleczy się już nigdy ze starości.

Tego typu „szpitale” z reguły powstawały dawniej tylko przy parafiach. Działo się tak zapewne ze względu na historycznie słabą pozycję państwa jak i na obyczaj. Rolę okazujących miłosierdzie pozostawiono z pobudek ewangelicznych przedstawicielom Kościoła, a Ci ten obowiązek wypełniali. Świeckie przytułki powstawały dopiero w XVIII wieku, a do Włocławka dotarły w drugiej połowie XIX wieku.

Pierwszy taki przytułek dla starców powstał we Włocławku przy Kościele Katedralnym. Nie bardzo wiemy kiedy on powstał. Ksiądz Mieczysław Morawski w swej sławnej „Monografii” mówi jedynie o „niepamiętnych czasach”. Jednocześnie podaje, że po spaleniu pierwotnej Katedry w 1329 roku, nowy szpital został erygowany prz Kościele Św. Witalisa, gdzie od tamtej pory znalazł już swoje stałe miejsce. Zatem początki włocławskiego szpitalnictwa sięgają nie później niż XIV wieku.


Dawna Włocławska fara współcześnie. Zdjęcie za: WikiCommons, autor Pko/CC 3.0.

Szpital Św. Jana Chrzciciela
Szpital parafii Św. Jana również istniał wg ks. Morawskiego od niepamiętnych czasów. Pierwsza wzmianka na temat tego szpitala jaką on odnalazł pochodzi z 1645 roku. W praktyce ciężko nam będzie określić jak długo mógł istnieć ten przytułek, skoro nie wiemy ile tak naprawdę istnieje sama parafia. Owszem, przygotowujemy się obecnie do jubileuszu 500-lecia Parafii, który będzie miał miejsce w 2038 roku. Tyle że jest to rocznica jedynie Konsekracji. Budowa rozpoczęła się bowiem na przełomie XV i XVI wieku. A inny Kościół w tym miejscu istniał już co najmniej w połowie XIII wieku. Równie długo mógł zatem istnieć i ów szpital!

XIX-wieczna rycina przedstawiająca Kościół na wzgórzu we Włocławku. Wraz z początkami Kościoła, w mrokach historii giną też początki szpitala przy farze.
XIX-wieczna rycina przedstawiająca Kościół na wzgórzu we Włocławku. Wraz z początkami Kościoła, w mrokach historii giną też początki szpitala przy farze. Rycina za: WikiCommons, autor anonimowy.

Od ks. Morawskiego wiemy, że schronisko z czasem podupada z powodu braku funduszy. Rezydenci cieszą się dachem nad głową, ale nikt już nie funduje im pożywienia, więc i tak muszą chwycić za myckę i ruszyć na jałmużnę. Sytuacja nie co się poprawia w połowie XVII wieku. Wspomniana wzmianka z 1645 roku tyczy się właśnie fundacji na rzecz szpitala od włocławskiego kanonika ks. Stefana Wilkostowskiego. Nowe czasy dla przytułku przychodzą z wiekiem XVIII. Wtedy to inny włocławski kanonik, ks. Florian Lachowicz buduje w latach 1752-1753 nowy budynek naprzeciw parafii, i to o wcale wysokim standarcie. Ksiądz Morawski podaje, że w trzech izbach swe miejsce znajduje wtedy czternastu ubogich. Ostatnia zaś izba pozostaje do użytku wikariusza. Oprócz tego szpital dysponuje różnymi dobrami (ziemiami), nabytymi zarówno wcześniej jak i w owych czasach. Później o te dobra przyjdzie się Kościołowi spierać z magistratem miasta.

Ciekawym epizodem z historii szpitala jest fakt, że w 1805 roku był on zajęty przez miasto na potrzeby chorych. Czyżby wybuchła wtedy jakaś epidemia?

Sam skądinąd zastanawiam się jeszcze nad jednym faktem. Czy to nie jest tak, że budynki gospodarcze Kościoła wymusiły na mieście to, że jedna z ulic okalająca Stary Rynek – ul. Maślana nie przebiega prosto lecz w pewnym miejscu się łamie? Co by nie powiedzieć, nasz rynek nie jest doskonałym prostokątem. Być może ten nietypowy przebieg ul. Maślanej dyktuje, gdzie dawniej stał Szpital Św. Jana, względnie inny budynek gospodarczy.


W tym miejscu znajdował się Szpital Św. Jana. Zdjęcie za: WikiCommons, autor Krzymill/CC 3.0.

Kim był dziad szpitalny?
Wiemy już jaka była historia Szpitala Św. Jana. Wróćmy zatem do bohatera naszej opowieści, Pana Wawrzyńca Pierzchalskiego. Mieszkał on w czymś, co nazwalibyśmy rodzajem przytuliska dla starców. Ale jak żył?

Samo wpisanie w księgach meldunkowych jako jego zawodu hasła „dziad szpitalny” definiuje, że musiało się to wiązać ze swego rodzaju funkcją. Oczywiście, sędziwy wiek pana Wawrzyńca na pewno nie pozwalał mu wykonywać żadnych regularnych i ciężkich prac. Wszak szpital miał na celu przede wszystkim dawać wikt i opierunek tym, którzy nie mogli już na niego zapracować sami. Nie mniej z historii wiemy też, że Dziady Szpitalne wykonywały pewne lekkie prace. Z pewnością zdarzało się, że świadkowali przy narodzin dziecka – stąd bierze początek nasza opowieść. Jeśli zaszła taka potrzeba, bywali też rodzicami chrzestnymi. W moim odczuciu mogło to się wiązać z sytuacją, gdy życie noworodka wydawało się zagrożone, a taki szpitalny dziad mógł być pierwszą wolną osobą pod ręką. Ponoć niektórzy jednak wierzyli, że wzięcie takiego „dziada” za chrzestnego przyniesie dziecku szczęśliwy los.

Myślę, że nasz szpitalny dziadek mógł też trudnić się jakimiś lekkimi pracami wokół Kościoła. Jeśli w XVI wieku pensjonariusze tych przytułków trudnili się np. pasaniem bydła (co opisuje ks. Morawski przy okazji szpitala katedralnego), to w XIX wieku mógł zajmować się na przykład uprawą ogródka. Zapewne też pomagał w utrzymaniu czystości Kościoła jak i budynków gospodarczych, być może też pomagał przy samym sprawowaniu mszy. Ks. Morawski opisuje, że w dawnych wiekach wręcz do ich obowiązków należało odmawianie modłów. Nie wiem czy obowiązywało to nadal w roku 1840, ale wierzę, że ktoś, kto mieszka vis a vis Kościoła z pewnością był osobą głęboko religijną i tak czy owak dużo swego czasu spędzał na modlitwie. Tym bardziej, że na pewno rozmyślał o bliższej niż dalszej mu śmierci.


Wyobrażenie Szpitalnego Dziada i Baby za portalem „Końskie.org”.

Śmierć Pana Pierzchalskiego i epilog Szpitala Farnego
Historia Wawrzyńca Pierzchalskiego kończy się 2 czerwca 1853 roku. Jak zawiadamia nas jego syn, Franciszek Pierzchalski, szpitalny dziad zmarł tego dnia o godzinie 11’tej, w wieku okrągłych stu lat. Metryka pochodzi z następnego dnia, co sugeruje nam, że wtedy też został pochowany. A gdzie mógł być pochowany ktoś, kto tyle lat życia mieszkał naprzeciw Kościoła? Wierzę, że jego szczątki spoczęły na tym samym cmentarzu, przez który przechodziliśmy na początku naszej opowieści.


Akt zgonu Wawrzyńca Pierzchalskiego nr 11/1853 z parafii Św. Jana Chrzciciela we Włocławku. Może i żył skromnie, ale do dziś niewielu może poszczyć się tym, że przeżyło cały wiek! Zdjęcie własnego autorstwa.

Niedługo później kończy się też historia Szpitala Św. Jana. Po długich sporach z proboszczem, miasto przejęło budynek w 1864 roku, w dobie Powstania Styczniowego. W ten sposób kończy się jego wielowiekowa historia, chociaż sam budynek pojawia się na fotografiach jeszcze z przełomu XIX i XX wieku. Nie wiem natomiast kiedy dokładnie go rozebrano i do czego służył w późniejszym czasie, skoro nie pełnił już funkcji „szpitala”.

Mariusz K. Matczak, 18.09.2017 r.

Źródła:
* Akta Miasta Włocławka: Księga Ludności Stałej 1843-1850, tom I., przechowywane w Archiwum Państwowym w Toruniu, Oddziale we Włocławku.
* Akta Miasta Włocławka: Księga Ludności Stałej 1851-1864, tom I., przechowywane w Archiwum Państwowym w Toruniu, Oddziale we Włocławku.
* Księga Chrztów, Zaślubin i Zgonów Parafii Św. Jana Chrzciciela we Włocławku z 1853 roku., przechowywane w Archiwum Państwowym w Toruniu, Oddziale we Włocławku.
* ks. Michał Morawski, Monografia Włocławka, 1933.
* Andrzej Winiarski, Włocławek na Starej Fotografii, 2008.
* Zdzisław Arentowicz, Z dawnego Włocławka, 1928.
* http://www.swietyjanwloclawek.pl/index.php/historia

Reklamy